Większa chińska rodzina

Przed kilkoma miesiącami pisałam o nowej ustawie, które nakłada na Chińczyków obowiązek opieki nad starzejącymi się rodzicami i planowałam do tematu wrócić. Okazję do napisania kolejnego artykułu dała mi sama Komunistyczna Partia Chin, która zadecydowała o pewnym złagodzeniu polityki jednego dziecka. Zakaz posiadania gromadki dzieci nie przechodzi do historii, same zmiany mają charakter kosmetyczny, ale jako że jest to w zasadzie pierwsza próba zmiany restrykcyjnego prawa, warto się jej przyjrzeć.

W połowie listopada poinformowano opinię publiczną o ustaleniach, podjętych na posiedzeniu Komunistycznej Partii Chin. Zapowiedziano likwidację obozów pracy, reformy gospodarcze i rozluźnienie polityki jednego dziecka. Dlaczego właśnie w tym momencie zdecydowano się na rezygnację z pomysłu, który swego czasu uchronił kraj przed przeludnieniem? Ano dlatego, że czasy się zmieniły i, o ironio, Chińczyków zaczyna po prostu brakować. Pracodawcy powoli odczuwają problem braku rąk do pracy – i to zarówno w fabrykach, jak i urzędach i międzynarodowych korporacjach.



Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku na jedną Chinkę przypadało 6 dzieci, dziś jest to 1,5. Dzisiejsza nauka nie ma wątpliwości, że do prawidłowego istnienia społeczeństwa wskaźnik ten powinien wynosić co najmniej 2,1. Gdyby polityka jednego dziecka trwała w obecnym kształcie, do 2030 r. liczba mieszkańców Państwa Środka spadłaby do 1,4 mld, a po osiągnięciu tego wyniku spadałaby jeszcze bardziej dynamicznie.

Polityka jednego dziecka miała być, w zamyśle jej twórców, rozwiązaniem tymczasowym. Trwała nieprzerwanie przez blisko 40 lat i spowodowała konsekwencje, których odwrócenie będzie wymagało czasu, ogromnych środków finansowych i prawdopodobnie – społecznych wyrzeczeń. Czy ta decyzja polityczna może być po latach oceniana wyłącznie pozytywnie lub wyłącznie negatywnie? Nie ma wątpliwości, że dzięki temu, że, mówiąc brutalnie, przez lata było mniej ludzi do wykarmienia, państwo mogło bardziej skoncentrować się na rozwoju i poprawie wyników ekonomicznych we wszystkich obszarach przemysłu. Czy gdyby Chiny nie wprowadziły polityki jednego dziecka, miałyby szansę stać się światową potęgą? Idźmy dalej: a może sztuczne ograniczanie liczby dzieci jednak w ogóle nie było potrzebne, gdyż ze wzrostem poziomu zamożności Chinki i tak rodziłyby mniej dzieci. Prawidłowość taką obserwujemy we wszystkich krajach, a więc także w Chinach, na pewnym etapie rozwoju, rodziłoby się mniej dzieci. Nie wiem, nie rozstrzygam. Pytania pozostawiam otwarte.


Pekinie, mamy problem

Warto w tym miejscu przytoczyć opinię eksperta ds. Demografii, który w analizie dla magazynu Times powiedział, że "polityka jednego dziecka będzie po latach oceniana w kategoriach jednego z największych błędów w najnowszej historii Chin" – obok Rewolucji Kulturalnej w latach 1966-76 i głodu, jaki panował w państwie w latach 1959-61. Ekspert zaznaczył, że jakkolwiek oba powyższe wydarzenia kosztowały życie milionów Chińczyków, to jednak ich efekty miały charakter stosunkowo krótkotrwały, podczas gdy polityka jednego dziecka będzie negatywnie wpływała na różne aspekty życia gospodarczego i społecznego Chin jeszcze przez wiele lat.

Przykładowo – już dziś rządzący zastanawiają się, jaki los czeka przyszłych emerytów, którzy prawdopodobnie w niewielkim stopniu będą mogli liczyć na pomoc swego jedynego dziecka, które z powodu obowiązków zawodowych niekoniecznie będzie mogło im pomagać. System zabezpieczeń społecznych w Chinach zdecydowanie nie należy do najlepszych na świecie i bez pomocy – finansowej i osobistej – członków rodziny, chińskiemu emerytowi może grozić autentyczna bieda. A prognozy nie pozostawiają złudzeń: jeśli nic się nie zmieni, w 2050 r. jeden na trzech Chińczyków będzie miał ponad 60 lat.

Innym problemem, który swoje źródło ma bezpośrednio w ograniczaniu liczby potomstwa, jest znaczna przewaga liczebna chłopców nad dziewczynkami. Większość chińskich (i nie tylko, bo to samo zjawisko obserwujemy przecież także choćby w Indiach) rodzin oczekuje narodzin syna. Z posiadaniem córki wiążą się konkretne wydatki (posag), a po ślubie i tak wyjeżdża ona do domu męża, nie stanie się więc podporą dla starzejących się rodziców. W ciągu ostatnich trzydziestu lat w sposób brutalny zmniejszano liczbę przychodzących na świat dziewczynek, wiele rodzin, które nie zdecydowały się na aborcję, oddawały dziewczynki do domów dziecka, w których trzymane w okropnych warunkach, często nie były w stanie w przyszłości normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Chińscy rodzice, którzy z dumą wychowują swojego syna-jedynaka, już dziś zastanawiają się, czy będzie on miał szansę na założenie rodziny czy też małżonki będzie musiał szukać za granicą?

Wreszcie, mniejsza liczba Chińczyków oznacza zmniejszenie się siły nabywczej tego kraju. Ludzie będą kupować mniej, będzie powstawało mniej zakładów usługowych. Już w 2012 r. zamknięto w całym kraju 13 600 szkół podstawowych (!).

Kto może mieć większą rodzinę

Gwoli ścisłości dodać trzeba, że ograniczenie dotyczące liczby posiadanych dzieci dotyczyło przede wszystkim mieszkańców miast. Na drugie dziecko mogli sobie pozwolić mieszkańcy wsi oraz pary, którym urodziła się dziewczynka lub dziecko niepełnosprawne fizycznie lub upośledzone umysłowo, jak również rodzice, którzy sami byli jedynakami. Także przedstawiciele mniejszości etnicznych mogli liczyć na łagodniejsze traktowanie.

Bilans polityki jednego dziecka jest bardzo smutny. „Times” przytacza następujące dane: od 1977 r. dokonano co najmniej 355 mln przymusowych aborcji, odnotowano 200 mln przypadków sterylizacji. Nie chcę przywoływać historii, które większość z nas czytała czy słyszała – opowieści o dramatach kobiet, które aborcji zostały poddane nawet w ósmym miesiącu ciąży czy też rodzin, które upłynniały cały swój majątek, by opłacić zalegalizowanie drugiego dziecka. Świadomość zaistnienia milionów podobnych historii przeraża, ale czy za kilka miesięcy sytuacja zmieni się na tyle, że Chińczycy będą mogli myśleć o posiadaniu gromadki dzieci? Nie, gdyż zostają utrzymane najważniejsze założenia polityki, zmiana polega jedynie na tym, że na drugie dziecko będą mogli zdecydować się rodzice, z których tylko jedno jest jedynakiem. To zatem kosmetyczna zmiana, ale jako że to krok w dobrym kierunku (a w każdym razie wygląda na rozwiązanie humanitarne), nie powinno dziwić zainteresowanie, z jakim zagraniczni dziennikarze pochylili się nad propozycjami.


Czy nowe prawo coś da?


Wielu Chińczyków z radością przyjmuje fakt, że restrykcyjne przepisy wkrótce ulegną złagodzeniu – tyle że zadowoleniu z kierunku zmian wcale nie musi towarzyszyć chęć posiadania liczniejszego potomstwa. Życie w chińskich metropoliach jest bardzo drogie, a sami Chińczycy pracują coraz więcej, co odbywa się kosztem czasu, który mogliby spędzić z rodziną. Posiadanie jednego dziecka coraz częściej jest postrzegane przez "młodych, energicznych, z dużych ośrodków" (a to właśnie z myślą o ich potencjalnych dzieciach, które są potrzebne na coraz bardziej konkurencyjnym rynku pracy, przepisy zostały zliberalizowane) jako luksus i nagroda za pełne wyrzeczeń życie – a co dopiero dwoje czy troje dzieci! „Times” przywołuje wypowiedź małżonków z Pekinu, którzy wcale nie musieli czekać na zmianę prawa, by po raz drugi zostać rodzicami. Oboje są jedynakami, więc mogli mieć drugie dziecko także w myśl obowiązujących dotychczas przepisów. Odrzucili jednak taką możliwość – w rozmowie z dziennikarzem jasno dali do zrozumienia, że dziwią się ludziom, którzy mają czas i pieniądze, aby wychować aż dwoje dzieci. Zgodnie wyrazili opinię, że nie wyobrażają sobie poświęcania całego swego czasu na zarabianie na wychowanie dzieci, gdyż chcą od życia czegoś więcej.
Trwa ładowanie komentarzy...