Uzbekistan: bawełniana współpraca

Państwo nakłada na obywateli różne obowiązki: Izraelczycy służą w wojsku przez trzy lata, Polacy narzekają na wysokie podatki, z kolei mieszkańcy Uzbekistanu są zobligowani do zbierania bawełny. Nauczyciel? Stomatolog? Siedemnastoletni uczeń? Bez różnicy – jest przydział, trzeba pożegnać się z miastem i jechać na wieś. Bawełna sama się nie zbierze.

Jak donosi sekcja rosyjska BBC, przed szpitalami i przychodniami w Uzbekistanie ustawiają się kolejki ludzi, którzy w porę chcą zgromadzić jak najwięcej recept na niezbędne dla siebie leki i poddać się jak najszybciej wszystkim koniecznym badaniom. Pośpiech wynika z tego, że już wkrótce może nie być lekarzy gotowych do przeprowadzenia tych badań – nie dlatego, że strajkują czy masowo wyjeżdżają na wakacje. Po prostu kitle zamienią na ubrania robocze i wyjadą zbierać bawełnę – i nie będzie to miało żadnego związku z ich autentyczną wolą czy chęcią oderwania się od życia w mieście.

Dzieciom już nie wolno



Uzbekistan to biedny kraj. Jego jedynym bogactwem jest bawełna. O dobro narodowe dbają wszyscy: państwo zarządza systemem upraw, a Uzbecy, jak kraj długi i szeroki, dostają powołanie do stawienia się na polu i zbieraniu bawełny przez co najmniej kilkanaście dni w roku. Powołania takie dostawały nawet dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Przez wiele lat ten system działał dobrze (władze twierdzą, że wyjazdy na pole połączone z mieszkaniem w przygotowanych do tego specjalnie pawilonach sprawiał dzieciom ogromną frajdę), aż na Zachodzie uznano, że korzystanie przez firmy odzieżowe z bawełny, którą zbierały dzieci, to jawne przyzwolenie na niebezpieczny proceder pracy dzieci. Międzynarodowe firmy przestraszyły się nie na żarty – jak wiadomo, żadna marka nie chce być kojarzona z jakimikolwiek przejawami niewolnictwa czy wykorzystywania słabszej strony. H&M, Adidas, Marks and Spencer i inne zapowiedziały, że nie będą nabywały uzbeckiej bawełny, jeśli nie otrzymają gwarancji, że przy jej zbiorach nie pracują dzieci. Na początku tego roku premier Shavkat Mirzyaev wydał dekret zakazujący pracy dzieci w polach bawełny. Jednakże rozporządzenie to nie ma zastosowania do osób dorosłych.

4% światowej bawełny pochodzi z Uzbekistanu. "Białe złoto" ma nie tylko znaczenie ekonomiczne, ale i kulturowe. Sezon zbioru bawełny zawsze był dla Uzbeków ważny – można to porównać z wagą, jaką do żniw w przeszłości przywiązywali mieszkańcy polskich wsi. Różnica polega na tym, że w naszym kraju delegacje ze szkół i zakładów pracy do pomocy przy zbiorach należą do przeszłości, w Uzbekistanie to z kolei nadal obowiązek, który przez zagranicznych obserwatorów coraz częściej postrzegany jest w kategoriach naruszenia praw człowieka.

Przydział dostali prawie wszyscy pracownicy budżetówki (choć także pracownicy zatrudnieni w prywatnych formach), w tym lekarze wszelkich specjalności. Szpitale nie zostaną zamknięte na przysłowiowe cztery spusty, ale dostać się do lekarza będzie trudniej, niż teraz – a weźmy pod uwagę, że i dziś uzbecka służba zdrowia funkcjonuje o niebo gorzej niż ta nadwiślańska.

Osoby, które z jakichś powodów (np. wiek, zobowiązania wynikające z prowadzenia własnej firmy) nie są w stanie stawić się na polu, mogą się z tego obowiązku wykupić. Warunki finansowe takiej niesubordynacji są jednak zaporowe, jeśli weźmiemy zarobki w tym postradzieckim państwie – różni urzędnicy liczą sobie różne stawki za wypisanie oświadczenia o zwolnieniu od obowiązku pełnienia służby na polu, jednak cena nie spada poniżej 150 dolarów.




Dzień na polu

Tak swoje doświadczenia z pola opisuje chirurg jednego ze stołecznych szpitali: pobudka o godzinie czwartej rano, następnie godzinny marsz na pole. Norma pracy – zebranie 60 kilogramów bawełny dziennie. Ten, kto nie podołał temu zadaniu, musiał brak nadrobić poprzez zakupienie brakującej ilości bawełny od okolicznych rolników.

Myli się ten, kto uważa, że samo grzeczne zebranie bawełny stanowi wypełnienie ustawowego obywatelskiego obowiązku. 'Wolontariusze' muszą opłacić nocleg w barakach i wyżywienie. Baraki często nie są wyposażone w wodę, więc do rachunku trzeba doliczyć jeszcze możliwość skorzystania z mniej lub bardziej prowizorycznej łaźni raz na kilka dni.



Wspomniany wcześniej dekret zakazuje pracy na polach dzieci do lat 15. Starsze są obowiązkiem objęte. Niestawienie się na polu w wyznaczonym dniu może skutkować usunięciem ze szkoły uniwersytetu czy innymi prawnymi konsekwencjami, więc rodzice nie utrudniają dzieciom wyjazdu – choć często robią to z ciężkim sercem. Powrót z pola do domu dla wielu dzieci jest początkiem poważnych problemów zdrowotnych, na które nie uskarżały się wcześniej. Wynika to z fatalnych często warunków w przygotowywanych dla nich barakach, w których jest po prostu zimno – i z bardzo ciężkiej pracy.


Współczesne niewolnictwo?

Międzynarodowa organizacja Responsible Sourcing Network zażądała od władz uzbeckich umożliwienia monitorowania sytuacji przez Międzynarodową Organizację Pracy, jednak władze nie wyraziły zgody na żadną kontrolę.

Wspomniany wcześniej chirurg docenia znaczenie bawełny dla gospodarki swego kraju, trudno jednak mu się cieszyć z jakiegokolwiek rozkwitu gospodarczego z tym związanego. W perspektywie ma bowiem, że przez 5 kolejnych lat poznawać będzie uroki pól bawełny. Dyrekcja jego szpitala podpisała przed kilkoma tygodniami stosowną pięcioletnią umowę z właścicielem jednego z pól...
Trwa ładowanie komentarzy...